Blog Outdoorzy.pl
Strona główna » Bieganie w Tatrach – Czerwone Wierchy

Bieganie w Tatrach – Czerwone Wierchy

Biegaczka, Tatry, pozuje
Na Małołączniaku

Bieganie w Tatrach to wspaniałe doświadczenie. Widoki, poczucie wolności i majestat naszych pięknych gór. Czujesz już to? Tatry oferują sporo różnorodnych tras biegowych. Możesz pobiegać w dolinkach i graniami i zdobywać szczyty.
Na początek polecam Czerwone Wierchy. To krótka, ale różnorodna i widokowa trasę dla każdego. Jeśli jesteś początkującym biegaczem zrobisz sobie spokojną wycieczkę z elementami stromych podejść (3,5 – 4 godziny), a jeśli masz większe doświadczenie w górach i staż biegowy, zrobisz na tej trasie mocny trening z elementami siły biegowej ( 2 – 2,5 godziny) 

Trasa liczy 16,7 km, z przewyższeniem +1570 m/-1570 m. 

Start – Dolina Małej Łąki/Gronik (938 m) – Przysłop Miętusi (1189 m) – Małołączniak (2096 m) – Krzesanica (2122 m) – Ciemniak (2096 m) – Chuda Przełączka (1850 m) – Zahradziska (973 m) – Przysłop Miętusi (1189 m) – Kościelisko/Gronik

Link do trasy: https://mapa-turystyczna.pl/route/euzg

Ważne
Zimą trzeba uważać w Kobylarzowym Żlebie (niebezpieczeństwo lawin) i na zejściu z Ciemniaka w stronę Twardej Kopy, gdzie często występuje oblodzenie (polecane raczki)

1200 metrów podbiegu

Startujesz w Kościelisku, gdzie można zostawić auto na płatnym parkingu, zaraz przy wejściu na szlak w Dolinie Małej Łąki (budka z biletami). Pierwszy fragment trasy to podbieg o długości 6,5 km i przewyższeniu 1228 m, czyli wbieg na Małołączniak! Od samego startu w wylocie Doliny Małej Łąki na szczyt prowadzą niebieskie znaki. Jest to mało popularny szlak prowadzący na Czerwone Wierchy. Dlatego nie zdziw się, że na szlaku spotkasz mniej turystów niż na grani.  

Dolina Małej Łąki i Hawiarska Droga

Na samym początku ścieżka w Dolinie Małej Łąki jest szeroka, łatwa technicznie i wznosi się łagodnie. Można więc spokojnie truchtać pod górę (początkujący), albo mocno napierać (zaawansowani). Dopiero przed Przysłopem Miętusim szlak zmienia się w techniczne podejście po skałkach i korzeniach. Przysłop Miętusi (1189 m) to pierwszy charakterystyczny punkt trasy, skręcasz tutaj w lewo (na wschód) i biegniesz dalej niebieskim szlakiem. To tzw. Hawiarska Droga, która do ok 1860 roku służyła wydobywcom rud żelaza. Szlak wiedzie trawersem stromego zbocza nad dziką Doliną Miętusią, po Twojej prawej stronie. Początkowo jest płasko i łatwo, a im dalej tym stromiej, aż wreszcie pojawiają się skalne schody i trudności techniczne, a zza drzew wyłaniają się zbocza Czerwonych Wierchów. 

Nasza rada
Po ok. 10 minutach biegu od Przysłopa Miętusiego miniesz skąpe źródełko (przy żlebie Wodniściak), warto się tutaj zatrzymać i nabrać zapas wody, bo to ostatni wodopój w tej części trasy, a  niedługo zaczyna się prawdziwy wycisk.

Kolejna woda będzie dopiero na zbiegu z Ciemniaka.

Kobylarzowy Żleb

Ponad las!

Po kilku minutach wybiegasz ponad piętro lasu, w dole wyłania się dzikie piękno Doliny Miętusiej, a przed Tobą strome podejście po skalnych schodach. To zaczyna się Kobylarzowy Żleb. Zimą występuje tu niebezpieczeństwo lawin. Dlatego sprawdzaj komunikaty lawinowe w dniu biegania – o ile robisz to zimą, bo opisana trasa jest wyśmienita jesienią. Podejście to zwykłe skalne schody, potem kawałek z łańcuchami i ostatnie bardzo strome podejście po piargach i skałach – ręce mogą się przydać! Ze żlebu wychodzisz już mocno spocony na tzw. Czerwony Grzbiet, ale widoki wynagradzają wysiłek. Po lewej stronie widać Giewont a szlak skręca ostro w prawo w stronę szczytu Małołączniaka. Zapamiętaj ten moment, gdyż można się tutaj zgubić, gdy jest mgła albo leży świeży śnieg bez śladów. 

Ważne
Zgubienie szlaku. Gdy nagle robi się mgła, zawieja śnieżna etc. to WRACAMY tą samą drogą. Ewentualnie czekamy na zmianę warunków. Najlepiej jednak jest wycofać się.
Małołączniak

I szczyt, ale hola hola … nie od razu

Jesteś na wysokości 1750 m n.p.m. i zostaje Ci ostatni podbieg, czyli jeszcze 350 metrów w pionie. Jeśli masz jeszcze siły, możesz zrobić czasówkę na szczyt. Zrobienie czasówki to świetny pomysł, bo szlak bardzo się tutaj dłuży. Już Ci się wydaje, że widzisz szczyt, a to tylko kolejna wypukłość grzbietu. Im bliżej szczytu Małołączniak tym zwykle bardziej wieje, więc jest to jakaś wskazówka, że jesteś już blisko. Końcówka to szerokie wypłaszczenie, gdyby nie słupek na szczycie, można by mieć problem z ustaleniem najwyższego punktu, który wynosi 2096 m. Na górze zatrzymujesz zegarek 🙂 Jeśli wbiegłeś z samego dołu w 1 godzinę i 20 minut, to jest to bardzo dobry czas! Teraz możesz spokojnie rozejrzeć się dookoła – uderza  wspaniały widok na Tatry Wysokie i Zachodnie.

Piękny odcinek granią

Krótki odpoczynek na żela i czeka Cię piękny, ale krótki odcinek grzbietem. Z Małołączniaka kierujesz się na zachód i zbiegasz popularnym i łatwym technicznie szlakiem (znaki czerwone) na Litworową Przełęcz (2037 m). Potem znowu w gore na kolejny szczyt, mało wybitną i dla odmiany skalistą Krzesanicę (2122 m). To najwyższy punkt trasy, który poznasz bez problemu po usianych tutaj kopczykach. Z Krzesanicy zbieg na kolejną przełęcz (Mułowa Przełęcz 2067 m) i jeszcze krótkie podejście na Ciemniak (2096 m).  Tutaj roztacza się przepiękny widok na Słowackie Tatry Zachodnie.

Krzesanica

Uwaga – czwórki w grze

Z Ciemniaka zaczyna się długi (5 km) zbieg do Doliny Kościeliskiej (czerwonym szlakiem), czyli wyzwanie dla Twoich czwórek. Szczytowa część zbocza Ciemniaka bywa zimą oblodzona, więc  dobrze o tej porze roku zabrać raczki. Zbiegasz tzw. Twardym Grzbietem przez Twardą Kopę (2026 m) na Chudą Przełączkę (1850 m), podziwiając po prawej stronie masyw Giewontu. Na przełęczy odbija w lewo zielony szlak do Doliny Tomanowej (zimą jest zamknięty), a Ty kierujesz się dalej czerwonym szlakiem, omijając prawą stroną Chudą Turnię (1858 m). Wariant zimowy wiedzie na wprost. Przed Tobą widokowy, długi zbieg, ale nie daj się ponieść widokom, bo ścieżka robi się bardziej techniczna. Jeśli zbiegasz sprawnie, to szybko tracisz wysokość.

Uwaga – technicznie w dół

Dobiegasz na malowniczą polankę zwaną Upłaz, roztaczającą się na wysokości 1260 – 1350 m. Wydaje Ci się, że już jesteś na dole, w Dolinie Kościeliskiej, ale to tutaj zaczyna się prawdziwy górski teren. Szlak jest miejscami bardzo zniszczony, luźne kamienie, błoto, mokro, ślisko i stromo. Większość turystów ma tutaj problem z zejściem, a dla Ciebie to sprawdzian Twoich zbiegowych umiejętności. A jeśli nie lubisz takiego terenu, to musisz choć na chwilę polubić. Bieganie w Tatrach wymaga czasem i tego. To góry.

Kobylarzowy Żleb

Meta lub… dogrywka na Przysłop Miętusi

Bawiąc się tym technicznym zbiegiem dobiegasz do drewnianego mostka w Dolinie Kościeliskiej. Jeśli masz już dość, możesz skrócić wycieczkę i kierując się w lewo, zbiec Doliną Kościeliską do Kir (1,5 km). Jeśli Twoje czwórki zniosą jeszcze jeden podbieg, to za mostkiem skręcasz w prawo (czarny szlak), do góry na Przysłop Miętusi, ok. 220 metrów w pionie. Na Przysłopie ostatni rzut okiem na góry i zbiegasz tą samą trasą, co początek wycieczki, najpierw techniczną ścieżką, a od rozstaju szlaków szeroką, wyżwirowaną „autostradą” do wylotu Małej Łąki.

Zmęczony? A pamiętasz te widoki? Bieganie w Tatrach to spore wyzwanie, jednak daje mnóstwo satysfakcji i endorfin. Przygotuj się i do dzieła!

  • Posiadaj ubezpieczenie ważne na Słowacji
  • Sprawdzaj rano komunikat pogodowy a zimą lawinowy
  • Zapisz w telefonie numer telefonu do TOPRu i Horskiej Służby
  • Nie wybieraj się powyżej piętra lasu, gdy pogoda niepewna
  • Zaopatrz się w dobrą mapę, także ze słowacką stroną Tatr

Chcesz skomentować? Podziel się wrażeniami z lektury :)

Dodaj komentarz

Outdoorowy newsletter