Blog Outdoorzy.pl
Strona główna » Dzikie, surowe i piękne Gorgany

Dzikie, surowe i piękne Gorgany

Gorgany. Góry dzikie, surowe i piękne. Wymagające, ale dające dużo wrażeń wytrawnemu wędrowcy. Góry, w których można się zakochać od pierwszego wejścia. Szczyty na które prowadzą kamieniste ścieżki przywalone drzewami powalonymi wichurą, porośnięte kosodrzewiną płożącą się po ziemi. Zmienna pogoda, deszcze, burze, chmury, mgły, wilgoć i błoto. A jednak mimo wszystko jest w tych górach nieodparty urok.

W te góry nie da się pojechać przypadkiem. Nie ma tam kultowego szczytu na który prowadzi szeroka ścieżka, nie ma spektakularnych widoków dla ludzi żądnych atrakcji, nie ma schronisk, dobrej komunikacji, zaplecza turystycznego.

Może właśnie te przymioty powodują, że Gorgany są górami, które przyciągają prawdziwym zewem gór. Właśnie taki zew gór ciągnie człowieka tam, gdzie niemal nic nie ma. Jest surowe i nieokiełznane piękno przyrody, niemal nietknięte przez człowieka. Szlaki i ścieżki gubią się w gęstwinie zarośli, wspinają się na zbocza i szczyty, prowadzą na przełęcze i w doliny.

W Gorganach można biwakować właściwie bez problemu. Są piękne połoniny, polany, trafiają się nawet małe drewniane chatki. Trzeba umieć znaleźć wodę i nosić zapas jedzenia. Choćby dlatego czujemy się tutaj bliżej natury, bo brak sklepów, miast, autostrad, prowadzi nas z powrotem niejako w dawne minione czasy.

Wyjazd z Polski na Ukrainę, w Gorgany, to swoista podróż w czasie. Cofamy się o 20 a nawet 30 lat wstecz. Na miejscu spotykamy dziurawe drogi, niejednokrotnie bez asfaltu, pełne kałuż, dziur, wertepów. Roztelepane busy – marszrutki przywodzą na myśl dawne czasy. Sklepy rodem z PRLu oferują obfitość alkoholi i ubogość pozostałych towarów. Jednak ten kto wybiera się w dzikie góry i tak wiele nie potrzebuje. W chlebaku chleb, do chleba ser, do picia deszcz… Cóż więcej potrzeba, gdy dzikimi ścieżkami docieramy blisko nieba.

Namiot rozstawiony na pustej połoninie wygląda jak oaza cywilizacji w tych odludnych górach. Deszcz bębniący o płótno tropiku jest najlepszą melodią do zasypiania. Noc jest tak ciemna jak ciemne niebo nad nami. Nie ma świateł latarni, nie ma łuny wielkiego miasta, świateł samochodów. Ciszę nocy przerywają tylko odgłosy zwierząt sprawdzających co też pojawiło się nowego na ich polanie. Przed świtem przepiękne koncerty ptaków informują, że niebawem zacznie się nowy dzień. Dzień piękny bez względu na pogodę. W tak pięknych okolicznościach przyrody cóż może być piękniejszego od surowych zamglonych kamienistych gór. Cóż może być bardziej obiecującego niż długi daleki szlak, prowadzący w nieznane. Mając mapę, kompas, nawigację, nawet jeśli widzimy oznaczenia szlaków, to jednak nadal jesteśmy w dzikich i pustych górach, w których spotkanie człowieka jest niczym święto wędrowca.

Góry rozległe, przestrzenne, widokowe. I co ciekawe – góry które są … w górach. Bo wszędzie dookoła tego pasma są inne – bliskie i dalekie. Gdy spojrzeć z Grofy, Popadii czy Sywuli, w pobliżu i oddali widać nieskończone pasma gór. Niemal bezimiennych i nieprzebytych, połączonych ścieżkami i szlakami, poprzecinanych dolinami, połączonych przełęczami. A gdzieś w dolinie mała i cicha wioska, sklepik, kwatera, czasem po drodze bacówka z serem i pasterzem chętnym do usłyszenia nowin ze świata, tak odległego i nierealnego, że niemal niepotrzebnego.

W Gorganach zapomnij o kalendarzu i zegarku. Tutaj inaczej płynie czas, odmierzany wschodami i zachodami słońca, a dzień do dnia podobny nie nazywa się poniedziałek, środa, tylko wczoraj, jutro… Nastaje dzień – wychodzisz na szlak. Zapada zmrok – szykujesz się do noclegu. Nie wszędzie złapiesz zasięg w komórce, ale szybko się okaże, że wcale go nie potrzebujesz…

Na granicznym grzbiecie natkniesz się na stare słupki graniczne z literką „P”. Polska – jeszcze nie „Ludowa”. Cmentarze, krzyże, ruiny – one powiedzą ci, że jesteś w Polsce, której jednak już tu nie ma, ale wciąż pełno jest śladów polskości. Nazwy miejscowości o polskim brzmieniu, niekiedy zmienionym na miejscowe. Ale i tak w sumie to góry te są sobą niezależnie od przynależności narodowej. Są tak samo piękne i monumentalne. Nawet przez ich dzikość są jakby niczyje.

Gorgany potrafią być wymagające. Strome stoki w relatywnie niewysokich górach i głębokie doliny, dają niezły wycisk dla nóg, jak i dla wędrującego ze sporym plecakiem. Tutaj trzeba mieć ze sobą wszystko – zapas jedzenia, kuchnię, zmianę ubrania, wyposażenie biwakowe. Częste jest rozbijanie się w deszczu, przeczekiwanie burzy, oczekiwanie na lepszą pogodę. Chociaż ten kto wybiera się w Gorgany, zawsze ma dobrą pogodę. Bo jak mawiają górołazy – nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani turyści.

Ale nawet gdy zmokniesz w Gorganach, zaliczysz to do dobrej, prawdziwej przygody. Gdy  przemoczone buty i skarpety będą tryskały wodą, uznasz to za dodatkową atrakcję i pewną prawidłowość górskiej wędrówki. Tutaj nie czeka się na poprawę pogody. Te góry są piękne w każdych warunkach. Trzeba je zobaczyć w słońcu, we mgle, w chmurach, w deszczu i śniegu. Trzeba doznać niewygód, po które właśnie tam się wybieramy. Trzeba odłożyć poczucie domowego komfortu, trzeba zapomnieć o miękkim łóżku i gorącej kąpieli. Śpiwór w namiocie i toaleta przy potoku, to radość prawdziwego wędrowcy. Herbata do której skończył się cukier, zaschnięta bułka i ostatnie kromki chleba, resztka jedzenia i długa droga do przejścia. Tak, to w Gorganach wszystko pasuje, nie przeszkadza, nie dziwi, a wręcz wywołuje uśmiech na twarzy. 

Gdy wreszcie po kilku lub kilkunastu dniach wsiadasz do  rozklekotanej marszrutki, gdy patrzysz na góry które zostają gdzieś w tyle, już wiesz, że tu wrócisz. Jeszcze stąd nie wyjechałeś, a już tęsknisz za tym odludziem, surowością, pięknem dzikich gór. Po raz kolejny zostawiłeś swoje serce, tym razem właśnie tutaj. Tutaj gdzie ryk niedźwiedzia, jelenia i krzyk drapieżnego ptaka są tym, bez czego te góry nie byłyby sobą. A może jednak byłyby sobą, bo przecież są. Są tu gdzie je zostawiłeś i będą tu gdy znowu do nich wrócisz. Będę czekać na ciebie, cierpliwie, niezmiennie, niewzruszenie.

Gdy będziesz opowiadał w pracy, w rodzinie o swoich przygodach w tych dzikich górach, niektórzy będą dziwnie na ciebie patrzeć. Czegoż można szukać tam, gdzie właściwie nie ma nic z tej cywilizacji którą tak na co dzień hołubimy, bez której wydaje się, że nie możemy żyć. Ale ty będziesz wiedział że jest takie miejsce do którego zawsze będziesz chciał wrócić. By usłyszeć prawdziwą ciszę, choć właściwie zawsze szumiącą lasem, świszczącą wiatrem, rozbrzmiewającą odgłosami przyrody. Będziesz chciał potykać się to niezliczone kamienie gorganu, przedzierać przez chaszcze i powalone drzewa, drapać się o gęstą kosodrzewinę, pokonywać wartkie i rwące strumienie.

A gdy usłyszysz hasło: „góry albo ja”, pomyśl, że prawdziwym szczęściem będzie usłyszeć słowa: „góry i ja”. Chociaż w tych górach i tak zawsze się jest we dwoje – ty i góry. Gorgany.

Jacek aka Yatzek

Od Piotra:, poniżej galeria, a ja gorąco polecam dzbanek dobrej herbaty,  duży kubek kawy albo yerby z dobrym hamakiem albo wygodnym fotelem i lekturę relacji wyprawy Jacka w Gorgany:
Gorgany relacja z blogu Jacka

Chcesz skomentować? Podziel się wrażeniami z lektury :)

Dodaj komentarz