Blog Outdoorzy.pl
Strona główna » Kijki, ach te kijki…

Kijki, ach te kijki…

Kijki, ach te kijki…

Dawno, dawno temu, ale nie za siedmioma górami, tylko w Tatrach… Na widok pewnej turystki wędrującej z kijami trekingowymi, inni turyści z zainteresowaniem odwracali głowy. Co bardziej ciekawi dopytywali nawet czy nart nie zgubiła, choć to był środek lata. Od tego czasu wiele się zmieniło. Kijki trekkingowe zdobyły grono zwolenników, o narty nikt nie pyta – wiadomo przecież… A początkująca wówczas turystka w międzyczasie wykończyła ich trzy pary. I choć ma kolejne, piękne, zaciskane a nie zakręcane to już nie zawsze zabiera je w góry. Po prostu – nie zawsze ich potrzebuje!

Zacznę więc trochę przewrotnie – kiedy kijki trekkingowe nie są potrzebne. Bo, że są potrzebne w ekwipunku turysty zdecydowanie łatwiej udowodnić. Jednak często można sobie poradzić bez nich, nawet je mając, czyli niosąc przytroczone do plecaka. A zdarza się, że lepiej ich nawet nie mieć.

Kijki to kijki. Są różnego rodzaju. Moja przygoda z nimi zaczęła się od starych skręcanych. Marki nie pamiętam, miały jednak kilkanaście lat i sporo w górach przeszły. Najlepiej było ich nie rozkręca, bo i szło to opornie i łatwo było je przekręcić, tak że segmenty ruszały się góra dół. Na początku zbytnio mi to nie przeszkadzało. Przeważyła korzyść z ich używania – a mianowicie odciążenie nóg. Miałem swoją kondycję i siłę, dzięki kilkuletniemu bieganiu i spacerowaniu. Jednak przeprowadzka do Bielska-Białej i 30-40 km weekendowe wyprawy w górach z przewyższeniem 1000-1800 m to było coś innego. Dodatkowo, górskie wędrówki łączyłem z bieganiem i z pracą. Zatem potrzebowałem wsparcia, by ulżyć moim nogom i ułatwić im kolejne wyzwania.

Kije szczególnie pomagają zimą
Kije szczególnie pomagają zimą

I to jest powód, dla którego warto rozważyć używanie kijków trekkingowych. Ulga, czyli odciążenie nóg i wsparcie kolan. Jeśli nie chcemy, aby nasze dolne kończyny wołały o litość to zabieramy kijki na wycieczkę. W marszu pod górę pomogą się wesprzeć i podciągnąć, przy zejściach – odciążą kolana i pomogą złapać równowagę w przypadku poślizgnięcia czy potknięcia.

Spójrzmy co na ten temat powie nasza autorka Magdalena:
„Osobiście jestem fanką kijków trekkingowych. Mimo, że wcześniej podchodziłam do nich sceptycznie z czasem doceniłam ich zalety. Tak naprawdę do ich używania zmusiła mnie kontuzja kolana i mój ortopeda. Podczas jednego zejścia kije potrafią przejąć dość spore obciążenie (ok. 20 kg), co w skali dnia potrafi się przełożyć na dość dużą ulgę dla stawów. Za co moje kolana są długo wdzięczne. Dodatkową zaletą kijków jest to, że pomagają utrzymywać równowagę podczas pokonywania trudnego terenu, szczególnie gdy na plecach niesie się 20 kg plecak. Oczywiście inną sprawą jest poprawne używanie kijów i ich odpowiedni dobór.”

Ważną rzeczą w kijkach jest szybkość. Jeśli potrafimy z nimi chodzić – a to nie jest wbrew pozorom takie oczywiste – możemy naprawdę szybko się przemieszczać. W pewnej książce o wędrowaniu (tytułu nie pamiętam) znalazłem rozdział o prawidłowej technice chodzenia z kijami. Zaciekawił mnie, bo niby to takie proste. Zastosowałem się do rad i była różnica. Jednocześnie samemu można by do tego dojść 😉

Kije wymagają odpowiedniego terenu i ostrożności aka uwagi. W lesie, na połoninach, na w miarę szerokiej ścieżce możemy iść całkiem szybko. Marsz z kijkami nadaje rytm – lewa, prawa, lewa, prawa… W trudniejszym terenie trzeba być uważniejszym. Do dziś pamiętam, jak za Wielką Rycerzową na płaskiej ścieżce na błocie i mokrych korzeniach przy szybkim marszu rozjechały mi się nogi i zaliczyłem bokiem glebę. Serio?
Z kijkami? Ano tak, myślałem, że pójdę szybkim tempem przed siebie a … tu się zdziwiłem.
Albo Alpy Bergamskie. Piękna i momentami wąska ścieżka, ale dość łatwa. Przed nami na żwirowej ścieżce szerokości może pół metra, idzie starsza para z kijkami. Nagle Pani traci równowagę i przewraca się zsuwając się w dół zbocza, na szczęście nisko i o małym nachyleniu.Trzeba być uważnym.

Kijki nie przydadzą się na skalistych, wąskich ścieżkach. Zwłaszcza tam, gdzie są łańcuchy i gdzie potrzebne się dwie wolne ręce, którymi można trzymać się skał. Gdy planowaliśmy wyprawę na Rysy po szybkim namyśle zostawiłem kijki w domu. Wejście od schroniska na w Roztoce na najwyższy polski szczyt odbyliście w iście ekpresowym tempie. Choć już przy zejściu, poniżej łańcuchów i w przypadku większego zmęczenia, kijki pozwoliłyby uniknąć ewentualnych błędów. Tak samo było na Rohaczach – wybrałam wędrówkę bez kijków.
Oczywiście, można je złożyć i przypiąć do plecaka. W większości przypadków nie będą przeszkadzać. Ja jednak nie chciałem dodatkowego bagażu. 

Preferuję czasem najzwyczajniej dać nogom wycisk. Biegam trochę po górach i często w ramach treningu (i dla frajdy) chodzę na szybkie wycieczki w swoje góry – Klimczok, Szyndzielnia, Skrzyczne, Kotarz. Nie zabieram wtedy kijków, po to aby dzięki temu wzmocnić nogi.Trzeba to robić umiejętnie i z balansem. Takie życie biegacza…

Kijki trekkingowe mogą być mniej albo wcale potrzebne właśnie przy szybkich wycieczkach. We Włoszech w Alpach Bergamskich często chodziliśmy w góry w stylu “lekko i szybko”, mały plecak biegowy, bukłak, softflaski, batony. Nie braliśmy wtedy bagażu rejestrowanego i to też miało wpływ na decyzję o rezygnacji z kijków. Jednak nie odczuliśmy ich braku. Rozwiązaniem będą w takich wypadkach kijki biegowe, najlepiej składane z linką.

Kiedy jeszcze przydają się kijki?
– przekraczanie potoków
– odsuwanie chaszczy, gałęzi wszelkiego rodzaju
– zimą pozwalają ocenić głębokość śniegu i uniknąć zapadania się po kolana, albo wejścia między kosodrzewinę, choćby na Babiej Górze czy Pilsku.

Bardzo ciekawie o kijkach napisał nasz klient Szymon, który radykalnie zaskoczył się kijkami:

Jeszcze pół roku temu byłem sceptycznie nastawiony do chodzenia po górach z kijkami trekkingowymi. Przyznaję, że przez pewien czas trochę drwiłem ze spotykanych na szlaku osób z kijkami. Pewnego dnia zgłębiłem jednak temat i postanowiłem spróbować. Pożyczyłem od rodziców ich kijki. Tani model z marketu. Na szlaku trudno było zmienić długość kijków, bo spocone dłonie ślizgały się na nakrętkach blokujących i ciężko było poluzować blokady. W rękawicach operacja byłaby chyba niewykonalna. Jednak podczas tej jednej wycieczki doszedłem do wniosku, że używanie kijków ma sens.

Jestem gadżeciarzem, więc od razu postanowiłem kupić nowy sprzęt. zamówiłem dla siebie, żony i syna kije Black Diamond Trail. Wybrałem ten model, ponieważ ma blokady Flicklock, przedłużane piankowe gripy i komfortowe paski.

Teraz, po około dwudziestu górskich wycieczkach, każda o długości 15-25 km (zwykle na około 75% dystansu korzystałem z kijków) mogę powiedzieć, że kiedyś byłem w błędzie. Kijki to teraz niezbędny element wyposażenia na górskim szlaku. Pomagają przy wejściach – nogi są mniej obciążone a sylwetka wyprostowana (pamiętam, że gdy podchodziłem bez kijków, szczególnie z ciężkim plecakiem, zdarzało mi się nienaturalnie pochylać do przodu górną część ciała). Są niezastąpione przy zejściach – odciążenie kolan jest jeszcze bardziej odczuwalne. Kijki są także bardzo pomocne w zimie, szczególnie w kopnym śniegu – pomagają utrzymać równowagę. Przydają się także podczas marszu w rakietach śnieżnych.

Ważna jest także technika. Nieprawidłowo użytkowane kijki bardziej przeszkadzają, niż pomagają. Stosowne informacje nietrudno znaleźć w Internecie.

Rytm i tempo marszu z kijkami zaskakuje mnie do dziś. Gdy uświadamiam sobie, jak szybko pokonuje niektóre podejścia, nadal jestem zdziwiony.

Nie korzystam z kijków na asfalcie oraz w większości na odcinkach płaskich (choć płaskie odcinki szlaku z kijkami pokonuje chyba szybciej – robię dłuższe kroki oraz łatwiej utrzymuje szybki rytm marszu). Poza tymi sytuacjami korzystam z kijków praktycznie non stop.

Przy zakupie polecam wybrać bardziej zaawansowane modele. Według mnie szczególnie ważne jest zakończenie (końcówki widiowe są dużo trwalsze od stalowych) oraz blokady (zatrzaskowe, typu flicklock, są dużo wygodniejsze niż skręcane, obsługa nawet w rękawicach jest bezproblemowa – należy pamiętać, że długość kijków zmienia się na szlaku dosyć często).

Przedłużane uchwyty – jak na razie – traktuję jako niepotrzebny gadżet. Gdy kupowałem kijki, koniecznie chciałem model z przedłużonymi uchwytami. Jednak aby przełożyć dłonie niżej, trzeba je najpierw wyjąć z pętli 😉 Według mnie krótkie strome odcinki nie są tego warte, a na dłuższe po prostu skracam kijki.

Ostatnia sprawa: kijki i aparat. Gdy maszeruję z aparatem na szyi, noszę go z boku i podtrzymuję go jedną ręką. Z kijami to niemożliwe, aparat wisi na wysokości brzucha odbija się od ciała, co jest to bardzo niekomfortowe. Chodząc z kijkami, chowam zawsze aparat do plecaka po każdym zdjęciu. Jeśli jednak zapowiada się większa ilość zdjęć na widokowym odcinku szlaku, przypinam kijki do plecaka, a aparat noszę na szyi.

Jak widzicie Szymek został zdecydowanym fanem kijów.

Tej samej turystyce, co to nart zapomniała, kije trekkingowe pomogły jeszcze w innej sytuacji. Równie dawno temu, przed wejściem Polski do UE a nawet Strefy Schengen, ta sama dziewczyna wracając Doliną Tomanową z Czerwonych Wierchów spotkała patrol Straży Granicznej. Dwaj panowie napędzili jej solidnego stracha – niewinnie wspominając o niedźwiedzicy z dwoma małymi misiami, która kręci się po dolinie. Na szczęście dziewczyna miała kijki, a ich rytmiczne stukanie miało odstraszyć niedźwiedzią rodzinę. Takiego stukania w Tatrach dawno już nie słyszano 😉

Jak widzicie kijki trekkingowe to przydatna rzecz. W naszym zabieganym, obciążonym życiu pomagają nam iść dalej i dłużej. Jeśli mamy ambicje trenowania czy rozwijania ciała czasem warto je odłożyć i dać popracować ciału. Jeśli mamy duży ciężar, chcemy daleko iść to profilaktycznie kijki się przydadzą. 

Autor: Piotr
współpraca: Joanna Kurek, autorka pierwszych trzech zdjęć
Magdalena Cendrowicz
Szymonowi bardzo dziękuję za podzielenie się opinią i zdjęciami (pozostałe).

Chcesz skomentować? Podziel się wrażeniami z lektury :)

1 komentarz

  • […] Dzika. Wyobraźcie sobie, schodzimy z Borisova, mijamy jedyne schronisko – pięknie położone! – i wchodzimy w las. Było po południu, pochmurno – zatem ciemniej, w lesie wąska ścieżka i nikogo poza nami. A tu tabliczka, że uwaga, zaobserwowano zwiększoną aktywność niedźwiedzi. No to pięknie – myślę sobie. Nie dość, że wcześniej pogroziła nam grzmotami mocno naburmuszona burza, to teraz będę patrzył na prawo i lewo. Bo jak lubię zwierzęta to niedźwiedzi wolałbym nie spotkać na swej ścieżce. I częściej stukałem kijkami. A Joanna idzie z tymi kijkami i cisza. Nie stukają. Jak ona to robi? Przecież w Tatrach stukała jak dzięcioł: „Równie dawno temu, przed wejściem Polski do UE a nawet Strefy Schengen, ta sama dziewczyna wracając Doliną Tomanową z Czerwonych Wierchów spotkała patrol Straży Granicznej. Dwaj panowie napędzili jej solidnego stracha – niewinnie wspominając o niedźwiedzicy z dwoma małymi misiami, która kręci się po dolinie. Na szczęście dziewczyna miała kijki, a ich rytmiczne stukanie miało odstraszyć niedźwiedzią rodzinę. Takiego stukania w Tatrach dawno już nie słyszano 😉” Kijki, Joanna Kurek […]