Blog Outdoorzy.pl
Strona główna » Namiot prawie idealny

Namiot prawie idealny

Czy istnieje namiot idealny? My to sprawdziliśmy. Recenzja MSR Elixir 2 prosto z Ameryki Południowej.

Wcale nie trzeba być wielkim podróżnikiem, aby lubić spać pod namiotem. Zapewne wielu z naszych czytelników, bez znaczenia na wiek, doskonale pamięta swoje zabawy z dzieciństwa. Kto w końcu nie grał w chowanego, nie wisiał na trzepaku do góry nogami lub nie trzymał się kurczowo starego tapczana, żeby nie spaść do lawy? Jestem pewien, że wśród tych wszystkich ultra ważnych i twórczych aktywności sprzed lat, na liście wielu z was znalazłby się również punkt pod tytułem noc pod namiotem. Niewątpliwie każdy, kto chociaż raz przeżył noc pod namiotem w wieku kilku lub kilkunastu lat może śmiało powiedzieć, że doskonale wie, co to znaczy żyć. Bez znaczenia czy ten namiot był rozbity na działce, przed blokiem, czy też na wsi tuż przy domu babci. Noc w namiocie to noc w namiocie.

O ile za dzieciaka parametry wodoodporności, wymiary i waga namiotu były co najmniej drugorzędne, o tyle w życiu dorosłym, czyli tym trochę nudniejszym i bardziej poważnym człowiek zwraca już uwagę na takie rzeczy. I w ten oto sposób, często od pierwszej nocy w namiocie dzieli nas wiele godzin rozmyślań o tym, czy aby na pewno właśnie ten model namiotu będzie dla mnie najlepszy. Jak doskonale wiadomo, nie urodził się jeszcze taki, co by wszystkim dogodził. Analogicznie, nie istnieje taki namiot, który byłby dobry dla każdego. Ale czy aby na pewno?

Przed wami namiot, który wspólnie z narzeczoną miałem okazję wypróbować już zeszłej jesieni w polskich Bieszczadach, a ostatnio podczas prawie 3-miesięcznej podróży po Ameryce Południowej. Mowa oczywiście o namiocie MSR Elixir 2.

Tropikalne ulewy

O ile jesienią w Bieszczadach nie spotkała nas tak naprawdę żadna większa ulewa, o tyle w Ameryce Południowej … również nas nie spotkała. A przynajmniej nie bezpośrednio w namiocie. Podróżowaliśmy na przełomie pory suchej i deszczowej i jakoś udało się uniknąć porządnej równikowej ulewy, która z pewnością pozwoliłaby rozwiać wątpliwości co do wodoodporności namiotu. Z tego też powodu, nie jestem w stanie jednoznacznie i obiektywnie stwierdzić, że namiot w tej kwestii jest idealny, niemniej jednak kilkukrotnie miałem okazję spać w nim podczas deszczu i namiot poradził sobie świetnie.

Upały, wilgotność i ukąszenia

Swoją podróż po Ameryce Południowej rozpocząłem w Północnej części Kolumbii, gdzie jak mówią „lokalsi” występują tylko dwie pory roku. Lato i zima. Lato od zimy zasadniczo różni się tym, że latem jest 40 stopni, z kolei zimą 30. Ja oczywiście trafiłem na lato, tak więc za dnia temperatura sięgała 39 stopni. Nocą było nie wiele lepiej, bo 32 stopnie przy 100% wilgotności to i tak upał. I tu niezastąpione okazały się dwie rzeczy. Po pierwsze dwa swobodne wejścia do namiotu, które ustawione w odpowiednią stronę do wiatru powodowały, iż w środku pomimo ekstremalnie wysokiej temperatury panował przewiew. Po drugie moskitiery, które zarówno chroniły nas od wszelkiego rodzaju ukąszeń jak i dodatkowo świetnie wentylowały wnętrze namiotu. W nocy, pomimo ponad 30 stopni spało się naprawdę komfortowo. Oczywiście, czasami gdy zaczynało padać byliśmy zmuszeni do nałożenia na tropik warstwy przeciwdeszczowej i wtedy w środku robiło się znacznie cieplej. Mimo wszystko, trudno jest mi wyobrazić sobie namiot, który w lepszym stopniu zapewniałby wentylację w takich warunkach jak w Północnej Kolumbii. Jednym słowem, rewelacja.

Rozkładanie

O ile w Kolumbii podróżowaliśmy jeszcze stosunkowo wolno, o tyle tempo jakie narzuciliśmy sobie na Ekwador i Peru było po prostu szalone. Tym oto sposobem zdarzyło nam się spać w przeróżnych miejscach. Czasem rozbijaliśmy się pośrodku dżungli, przy rzece z Kajmanami, czasem na polu namiotowym z basenem, a czasem na gruzie w obozie uchodźców z Wenezueli. Za każdym razem, rozbicie namiotu zajmowało nam góra 5 minut. Trwało to aż tyle tylko dlatego, że jestem roztrzepany i mam tendencję do robienia kilku rzeczy na raz. Piszę to trochę z przekąsem, bo 5 minut to bardzo niewiele, ale mimo wszystko uważam, że ten namiot rozkłada się tak naprawdę sam. Człowiek musi tylko potrząsnąć kijkami od stelaża, które dzięki temu, że są połączone linką same się składają, następnie wystarczy wetknąć kijki do dziurek, przypiąć tropik klipsami i nie trzeba nawet wbijać śledzi, bo namiot jest samonośny. Jeżeli śpicie na eleganckiej trawce, oczywiście możecie użyć śledzi do tego, żeby dodatkowo zabezpieczyć namiot i go ponaciągać. Jeżeli śpicie na gruzie lub na skałach, gdzie nie da się po prostu wbić śledzia, żaden problem. Rozkładanie tego namiotu to czysta przyjemność, nawet po ciemku i w pojedynkę.

Funkcjonalność

Namiot w środku posiada dwie duże siateczkowe kieszenie, za głową i za nogami. Są na tyle duże, że spokojnie można tam schować najpotrzebniejsze (i nie tylko) rzeczy na noc tak, aby mieć je pod ręką w każdej chwili. Moskitiery stanowią dużą część powierzchni tropiku co sprawia, iż noc pod gołym niebem w tym przypadku nabiera innego, dosłownego znaczenia. Dzięki temu też w upalne dni mamy w namiocie zapewnioną odpowiednią cyrkulację powietrza.

Dwa wejścia do namiotu są nieocenioną zaletą, jeżeli trzeba zrobić w środku przewiew lub też po prostu podczas nocnego wyjścia za potrzebą nie chcemy obudzić osoby leżącej obok. Ot, taki luksus i niezależność, nawet pod namiotem. Brakuje mi jednak w środku rozwiązań, które niektóre tańsze namioty posiadają. Chodzi mi tutaj o jakiś haczyk tudzież zawieszkę na suficie, do której w nocy można by było przymocować światełko. Namiot posiada jednak u góry cztery szlufki, przez które można przewlec coś świecącego, chociażby jakieś krótkie lampki przypominające te choinkowe. Tym oto sposobem dzięki dwóm bateriom i lampkom, w nocy możemy mieć całkiem przytulne i klimatyczne mieszkanko pośrodku niczego. Warto również wspomnieć o workach, w których producent dostarcza namiot. Są one zdecydowanie za duże a sznurki służące do kompresji są średnio funkcjonalne, co sprawia, iż worki są po prostu za duże i nie jesteśmy w stanie z nich efektywnie korzystać. Można to jednak bardzo łatwo obejść, wystarczy kupić gumkę krawiecką by skompresować cały pakunek do odpowiednich rozmiarów i zachować ład i porządek w plecaku. A skoro mowa o plecaku, to warto również wspomnieć o wadze tego namiotu. Minimalna waga deklarowana przez producenta to 2.1 kg. Maksymalna waga to 2.64 kg. W praktyce oznacza to, że zależnie od tego w jakiej konfiguracji postanowicie zabrać namiot, jego waga może się nieznacznie różnić. Nasz namiot w Ameryce Południowej ważył 2.2 kg, czyli praktycznie tyle co duża butelka Pepsi. Namiot uznawany jest za ultralekki, w moim odczuciu pełnoprawnie. Co prawda są na rynku namioty znacznie lżejsze, ale ich cena sprawi, iż nasze portfele będą również znacznie lżejsze niż w przypadku tego namiotu.

Reasumując, czy MSR Elixir 2 to namiot idealny? Z pewnością domyślacie się, że w tym momencie autor tekstu droczy się już z wami, a odpowiedź brzmi: nie. Namiot ten oczywiście nie jest idealny, ale jeżeli szukasz czegoś solidnego w okolicy 1000 zł uważam, że trafiłeś idealnie.

Autor: Paweł Oszczyk https://www.instagram.com/projektwglabsiebie/
Zdjęcia: Ola Szatkowska https://www.instagram.com/olozaur/

Chcesz skomentować? Podziel się wrażeniami z lektury :)

Dodaj komentarz

Outdoorowy newsletter