Blog Outdoorzy.pl
Strona główna » Podróże bliskie i bliższe

Podróże bliskie i bliższe

Czy można być co tydzień w podróży? Czy można spakować plecak w kilkanaście minut na weekendowy wyjazd? Czy trzeba jechać daleko, by poznawać ciekawe miejsca, ludzi i przyjemnie spędzać czas? Tak. Tak. Nie.

Na swoje tegoroczne wakacje wciąż jeszcze czekam i przyjdzie mi poczekać jeszcze kilka tygodni. A tymczasem wielu moich znajomych planuje, pakuje się, wyjeżdża i wraca. Szkoda mi lata, no może nie zawsze ciepłego i słonecznego, na oczekiwanie na urlop. Zamiast czekać, zdążyłam już kilka razy spakować ulubiony plecak, odwiedzić nowe i stare miejsca, zorganizować kilka wyjazdów. Podróże bliskie i bliższe to jedna z moich ulubionych form podróżowania. Może i krótko trwają, ale zaspokajają moją potrzebę przemieszczania się, pozwalają oderwać od domowych obowiązków i/lub komputera i dostarczają wrażeń. A przy okazji świetnie resetują po całym tygodniu pracy.

Takie podróże bliskie i bliższe nie wymagają wielkiego zachodu i logistyki. Decyzję można podjąć nawet w piątkowy wieczór, sprawdzając prognozę pogody. Pakowanie trwa krótko. W najszybszej wersji nawet nie szukam dachu nad głową, tylko zabieram swój własny, czyli namiot. Śpiwory, maty, palnik i butla z gazem, mały zestaw kuchenny i kilka prostych rzeczy, które można ugotować w warunkach polowych. I trochę lokalnej waluty na zachcianki – piwo, kofolę czy smażony ser. Tym razem wybór padł na pole namiotowe. Co prawda była opcja z kwaterą znalezioną na szybko na bookingu, ale nie w tym miejscu, które mnie interesowało. Kilka rzeczy wrzucamy do plecaka, buty, ubrania, ręczniki i już można jechać na dwa dni. Podróże bliskie i bliższe ograniczam zwykle do 2-3 godzin jazdy samochodem. Niezbyt długo, a jednak wciąż wiele miejsc można dzięki temu zobaczyć. Fakt, miejsce gdzie mieszkam daje mi przewagę. Mam w zasięgu tego czasu wiele ciekawych lokalizacji w Polsce, w Czechach i na Słowacji. Beskid Śląski, Beskid Żywiecki, Beskid Mały, Beskid Makowski, Beskid Śląsko-Morawski, Mała Fatra, Wielka Fatra, Sulowskie Wierchy, Tatry Polskie i Słowackie. Wystarczająco, by zapełnić kalendarz na wakacyjne weekendy w oczekiwaniu na urlop.

Oto kilka moich sprawdzonych kierunków:

  1. Tatry, zdecydowanie Słowackie i Zachodnie.
    Dokładnie 2 godziny jazdy samochodem do Chaty Zverovka. O noclegi warto postarać się wcześniej, w tej okolicy nie ma wielu chat i schronisk. Można zatrzymać się kilka kilometrów wcześniej w jednym z gospodarstw, ale kto chce mieszkać zaraz obok szlaków wybierze Zverovkę. Standard schroniskowy, ale bardzo czysto. Na miejscu nie ma kuchni turystycznej – to jedyna niedogodność, gdy na szlak wychodzi się przed 5 rano i bez kawy. Ale już kolację i piwo można zamówić z restauracji. Piwo 1,2 euro, bryndzowe haluszky za mniej niż 4 euro.
    Zaletą tego miejsca są pustki na szlakach – w porównaniu z tym co dzieje się rzut beretem stąd, w polskich Tatrach, to niesamowita odmiana. Byliśmy w lipcu, w weekend i przez pół dnia byliśmy na szlakach praktycznie sami. Więcej było kozic niż turystów. Szlaki wokół doliny idealne dla ambitnych turystów – w zasięgu ręki Rohacze i Banikov.
  2. Nie samymi Tatrami żyje człowiek, a małe też jest piękne. Małe, niskie i skaliste. Z Bielska-Białej 130 km, kawałek za Żyliną. Choć Sulowskie Wierchy odkryłam 10 lat temu, to po przerwie miło się tu wraca. Tras i szlaków wokół Sulowa wystarczy akurat na dwa dni. Do tego ruiny zamku, uroczy wąwóz, kilka pięknych skał i łąki. Zwykle oglądałam je na początku maja, żółte od mleczy, ale latem też jest tu pięknie. Co prawda powstało kilka miejsc noclegowych, ale tutejsze pole namiotowe jest bardzo sympatyczne i kameralne. Bar przez lata zmienił oblicze i można dziś nie tylko napić się tu piwa, ale i zjeść – ponownie bryndzowe haluszki. Koniecznie trzeba mieć jednak kilka euro w gotówce. Kartą nie zapłacicie w barze. Ale już na polu namiotowym – tak. Nocleg 2 osób pod namiotem, samochód i opłata lokalna to w sumie niespełna 11 euro.

     

     

  3. Beskid Makowski zwykle mijałam i omijałam jadąc na Babią Górę czy w kierunku Bieszczad i Beskidu Niskiego. Aż wpadłam na trop pewnej drewnianej chaty, położonej na końcu świata, która tak mnie oczarowała, że zaplanowałam tam weekend. Jolinkowo. Stara drewniana chata, w której gospodynią jest Jola i jej stadko zwierząt. Koty i psy, a obok konie i kozy. Rano trudno wybrać miejsce na kawę. Widoki i przed domem i w ogrodzie i na hamaku. Jola nakarmi i napoi, dlatego dobrze zaplanować piesze wędrówki  i bieganie. Prawdziwą perełką jest łazienka, a właściwie pokój kąpielowy z wanną i prysznicem.
    Z Bielska-Białej do Joli to zaledwie 90 km. Choć trzeba się liczyć z niespieszną podróżą przez Suchą Beskidzką i Maków Podhalański. Ostatnie kilometry drogi to podjazd po płytach i przez las. Szlaki zaczynają się tuż za płotem Joli gospodarstwa. Spieszcie się! Jolinkowo szuka nowego gospodarze i może już znalazło. Rekomenduję to miejsce, pełna podziwu dla siły i ciężkiej pracy Joli.
  4. Beskid Śląsko-Morawski odkryty dopiero w tym roku zaspokaja nawet potrzebę jednodniowej wycieczki w góry. Gdy „mój” Beskid Śląski i Żywiecki już mi się znudzi, to idealny kierunek. Idealne rozwiązanie dla miłośników czeskich kolei. Wystarczy zostawić samochód w Czeskim Cieszynie przy dworcu kolejowym i już można ruszać w świat. Korzystać z tańszych biletów kolejowych, bez problemu przewieźć rower czy zabrać na wycieczkę w góry czworonożnego przyjaciela. Tłumy spotkacie na Łysej Górze, ale poza tym najwyższym szczytem jest bardzo spokojnie. W nagrodę za wędrówkę – kofola. O Beskidzie Śląsko-Morawskim sporo pisałam tutaj KLIK https://asiaprosto.wordpress.com/2018/02/28/gory-za-miedza/ i tutaj KLIK http://www.outdoorzy.pl/blog/ahoj-turystycznie-o-czechach/
    Łysa Hora
  5. Wielka Fatra to moja nowa miłość i pozwala mi przerwać tęsknotę za Bieszczadami. Tymi Bieszczadami, które poznałam prawie dwadzieścia lat temu, a nie tymi które zobaczyłam wracając tam po 10 latach przerwy. KLIK https://asiaprosto.wordpress.com/2015/09/10/powroty/ Nie ma tu połonin, ale są piękne łąki i szlaki poprowadzone grzbietami. Najpierw jednak była Mała Fatra z jej Małym i Wielkim Rozsypańcem. Potem było położone kawałek dalej kolejne pasmo gór, czyli wspomniana Wielka Fatra. I to już dwukrotnie – raz poznawane od strony Blatnicy KLIK https://asiaprosto.wordpress.com/2018/06/21/sladami-janosika/ , a raz zatrzymaliśmy się w miejscowości Liptovské Revúce. Gór wokół nie zabraknie, choć przyznaję, że tu warto przyjechać na 3-4 dni. Dwa dni to zdecydowanie za krótko.
    Tam jest po prostu pięknie: http://www.outdoorzy.pl/blog/dzika-pusta-wielka/

Moim najbliższym kierunkiem podróży będzie jednak Beskid Niski, po raz drugi w tym roku i po raz drugi zamieszkam na chwilę pod tym samym dachem. Czeka już na mnie maleńki pokoik w starej, drewnianej chacie. I gospodyni, i kot i hamak. Kto ma bliżej niż ja – tylko 200 km, jednak mało wygodną drogą – powinien zobaczyć ten kawałek świata. Swojego adresu nie zdradzę, i tak nie ma już miejsc w tym terminie. Zaglądajcie na mojego Instagrama – widziałam, że zakwitły fotogeniczne słoneczniki. Do zobaczenie w podróży – bliskiej i bliższej.

Chcesz skomentować? Podziel się wrażeniami z lektury :)

Joanna Kurek

Dodaj komentarz